Ochrona lasu to jedna z podstawowych dziedzin działalności gospodarczej w każdym leśnictwie, łącząca wiedzę z takich dyscyplin, jak ekologia, użytkowanie, hodowla i urządzanie lasu. Nie dbamy wyłącznie o drzewostany, obejmujemy troskliwą opieką również biotop i całą biocenozę, a więc glebę, wszystkie leśne piętra, faunę i mikroorganizmy.
W chronionym ekosystemie leśnym obecność grzybów pasożytniczych, martwych i obumierających drzew oraz całego świata owadziego jest ze wszech miar normalna i pożądana. Dlatego „liczenie robaków” nie jest wstępem do tego, by je unicestwić. Nawet wtedy, gdy chodzi o groźnego dla lasu, żarłocznego chrabąszcza czy zjadającą miliardy sosnowych igieł strzygonię choinówkę. Nie chcemy także całkowicie zlikwidować pasożytów, wirusów czy grzybów nazywanych przez naukowców patogenami chorobotwórczymi, tak jak nie chcemy pozbyć się z lasu zwierząt, chociaż potrafią wyrządzać w uprawach dotkliwe szkody. Zadaniem leśników jest natomiast gospodarować tak, by pomiędzy leśnymi organizmami była zachowana równowaga i dzięki temu ekosystem działał prawidłowo. Żeby osiągnąć to bez uszczerbku dla przyrody, lasu i każdego jego komponentu, potrzebna jest wiedza. Trzeba m.in. doskonale znać owady, mieć szeroką wiedzę o ich występowaniu, zachowaniu i biologii, no i — to największa sztuka — umieć przewidzieć rozmiar populacji. Po to właśnie „liczymy robaki”. Robimy to według ściśle określonych zasad.
Metody kontrolowania i liczenia owadów oraz tabele z tzw. liczbami krytycznymi (przekroczenie ich grozi zachwianiem równowagi w przyrodzie) są jednolite dla całego kraju i zawarte w „Instrukcji ochrony lasu”. Ta nieustannie nowelizowana i udoskonalana zielona książka stoi na półce u każdego leśnika. I tak, zgodnie z zawartymi w niej zaleceniami, ocenę występowania ryjkowców i zakorków przeprowadzamy na początku maja, tj. wtedy, gdy budzą się szeliniaki, sieciechy, choinki i smoliki. Dwa tygodnie później przemierzamy hektary młodników, wypatrując charakterystycznie wykrzywionych młodych pędów, świadczących o obecności groźnego motylka — zwójki sosnóweczki.
Na wałki, lepy i feromony
Przez całe lato obserwujemy drzewostany liściaste w poszukiwaniu żerów opiętek, ogłodków, hurmaków czy rzemlików. Te ostatnie wygryzają dziury w pniach, np. topól, z których wysypują się trocinki. Podobnie trzeba uważnie przyglądać się koronom sosen, bo tam może żerować wiele szkodników pierwotnych. W wypadku uzasadnionych podejrzeń, ścina się sosnę tak, aby korona upadła na płócienną płachtę. Przeszukuje się ją, gałązka po gałązce, i liczy znalezione gąsienice, określając gatunek owada. W ten sposób kontrolujemy populację brudnicy mniszki, boreczników, poprocha cetyniaka i barczatki sosnówki.
Czasem zakłada się opaski lepowe. Pień drzewa owija się folią i pokrywa lepką substancją. Larwy zimujące w ściółce lub pęknięciach kory, wędrując na żer w korony drzew, przyklejają się do lepkiej opaski. Łatwo wtedy ocenić ich liczebność.
Lepy z czarnej folii stosujemy do monitoringu i zwalczania przypłaszczka granatka — chrząszcza z rodziny bogatkowatych. To ciemnogranatowy, centymetrowy chrząszcz, uważany za najgroźniejszego szkodnika wtórnego sosen w Europie. Jest ciepłolubny i atakuje drzewa wokół już istniejących luk po wiatrołomach i pożarach. Często też zasiedla drzewa, które usychają po uderzeniu pioruna. Czarna folia nagrzewa się i zwabia chrząszcze, które się do niej przyklejają.
Przypłaszczki, korniki i cetyńce zwabiamy specjalnie przygotowanymi drzewami pułapkowymi. Wykłada się je w kilku miejscach, a leśniczy co 2—3 dni kontroluje na nich stopień rozwoju owada — odkrywa wydrążony pod korą chodnik i mierzy jego długość. Na przykład, gdy chodnik cetyńca większego ma długość 10 cm, to znak, że drzewa pułapkowe trzeba wywieźć poza las lub okorować, aby nie dopuścić do przepoczwarczenia larwy i wylęgu owada. Jest to też sygnał do wywiezienia innego drewna z lasu, które może być zasiedlone przez tego samego szkodnika.
W latach 80. XX w. nastąpił zmasowany atak brudnicy mniszki — szarego, nocnego motyla, który dzień spędza nieruchomo, siedząc na pniu sosny. Populację tego szkodnika kontroluje się obecnie za pomocą lejkowatych pułapek zawieszonych na gałęziach oraz oceniając rozmiar lęgu. Mniszka składa jaja, plackami, na korze i larwy zaraz po wylęgnięciu tworzą skupiska nazywane lusterkami. Po ich liczbie i wielkości można ocenić stopień zagrożenia.
Do odłowu owadów leśnicy stosują plastikowe pułapki różnego kształtu i typu. Wabikiem jest zwykle umieszczony wewnątrz feromon. Przygotowanie, wywieszenie i kontrolowanie tych całkowicie bezpiecznych dla przyrody urządzeń to kolejne zadanie leśniczego. Oprócz nieustannych obserwacji owadów w terenie, musi też na bieżąco dokumentować swoje spostrzeżenia, wypełniając liczne formularze. Tylko bowiem skrupulatnie opisane wyniki są wiarygodne i mogą służyć do porównań i analiz.